Za miedzą

Za górami, za lasami… leży Słowacja. Na szczęście w dzisiejszych czasach wyprawa na drugą stronę gór nie zajmuje siedmiu dni i siedmiu nocy i można się tam wybrać na nieco przedłużony weekend. Zapraszam na relację z naszej wiosennej mini-wycieczki.

Informacje praktyczne

Poprad

Poprad sam w sobie nie jest wielką turystyczną atrakcją. Przypomina trochę niektóre polskie miasta naznaczone zębem poprzedniego systemu. W ogóle można poczuć się jakby nie wyjechało się z kraju: w centrum handlowym polskie marki, dogadać się można po polsku w większości miejsc. Pan z informacji turystycznej, gdy usłyszał, że przyjechaliśmy z Krakowa, machnął ręką, jakbyśmy przyszli piechotą.

To czym Poprad może się zdecydowanie pochwalić to piękny widok na Tatry Wysokie. I najwyżej w Europie położone lotnisko 🙂

Poprad-panorama-Tatr
Widok z okna

Sobota w Popradzie

Historia miasta też jest ciekawa. Dzisiejsze dzielnice przez stulecia rozwijały się jako osobne miejscowości i dopiero po II wojnie światowej weszły w skład miasta Poprad. Turystyczną perełką jest Spiska Sobota, w której zachował się układ urbanistyczny średniowiecznego miasteczka. Nazwa wzięła się od odbywających się tu co sobotę targów (ponoć istniały też Spiski Czwartek i Piątek). Do końca XIX wieku to ona górowała nad pozostałymi miastami, jednak po powstaniu linii kolejowej Bogumin – Poprad – Koszyce musiała oddać palmę pierwszeństwa sąsiadowi. Dziś jest uroczą, nieco senną dzielnicą, do której warto wybrać się na spacer.

Poprad-Spiska-Sobota
Spiska Sobota

Pomysłem na przyciągnięcie jeszcze większej ilości turystów było stworzenie parku wodnego AquaCity. Wybraliśmy się tam na wieczorny relaks. Kompleks posiada mnóstwo basenów wewnętrznych, ciekawe saunarium i ciepłe baseny zewnętrzne – zdecydowanie moje ulubione.

Tatry w klapkach

Nasz wyjazd miał być w zamyśle wyjazdem relaksacyjnym. Cały dzień w basenie i wędzenie się w saunie. Jednak ostatecznie nie mogliśmy odpuścić zwiedzania okolic i skończyło się na tym, że w każdy dzień relaksującego weekendu wstawaliśmy przed 7 rano 😉 Ponieważ koniec kwietnia to w wysokich góra jeszcze nie do końca wiosna, nie planowaliśmy też wielkich wędrówek, choć szlaków jest do wyboru do koloru. Odwiedziliśmy więc miejsca dostępne nawet dla bardzo niedzielnych turystów. Wczesna wiosna to dobra pora na takie wycieczki, bo jest już po sezonie zimowym, a letni dopiero się zbliża, dzięki czemu nie ma takich tłumów (choć trzeba wziąć pod uwagę godziny otwarcia niektórych atrakcji).

Jezioro-Szczyrbskie
Jezioro Szczyrbskie

W góry dotrzemy elektriczką czyli elektryczną kolejką łączącą turystyczne miejscowości u podnóża Tatr. Sam przejazd to już atrakcja. Widoki są piękne, choć jednocześnie smutne: do dziś obserwujemy skutki Wielkiej Kalamity czyli huraganu, który przeszedł w tych okolicach w listopadzie 2004 roku. Silny wiatr powalił wtedy ponad 12000 ha lasu – ⅕ lasów w całych Tatrach. Dojeżdżamy do ostatniej stacji i wybieramy się na spacer wokół Jeziora Szczyrbskiego (Štrbské Pleso). Spacer nie jest długi, a samo miejsce raczej kurortowe (znajdują się tu hotele, a w pobliżu nawet skocznia narciarska). Ale świeci słońce, powietrze jest przyjemnie mroźne, a góry piękne, więc nie szukamy dziury w całym. Wokół jeziora prowadzi też ścieżka edukacyjna czyli náučný chodník 🙂

Stary-Smokowiec
Stary Smokowiec

W drodze powrotnej wysiadamy w Starym Smokowcu. To też turystyczne miasteczko z tradycjami, ale póki co widać głównie międzysezonowe porządki. Jako łowcy atrakcji wybieramy się kolejką na Hrebienok czyli po naszemu Smokowieckie Siodełko. To dobry punkt wypadowy na dalsze wędrówki, miejsce na obiad w schronisku lub opalanie na drewnianych leżakach. O tym jak opala tatrzańskie słońce przekonamy się następnego dnia 😉

Opalanie

Na zamek!

Drugiego dnia naszym celem był Zamek Spiski (Spišský Hrad). Z Popradu można tu dojechać autobusem – większość połączeń zakłada przesiadkę, ale są też kursy bezpośrednie. W tym celu wstajemy o 6:30, żeby o 8:00 siedzieć już w autokarze. Pełny relaks.

Ruiny potężnego zamku na wysokim wzgórzu widać z daleka i naprawdę robią wrażenie. Wysiadamy w Spiskim Podgrodziu (Spišské Podhradie) i po około 50 minutach i małej wspinaczce jesteśmy na miejscu. Jeśli podróżujecie samochodem, możecie dojechać do parkingu pod samym zamkiem.

Zamek Spiski

Jest to jeden z największych kompleksów zamkowych w Europie Środkowej. Został częściowo odbudowany (prace konserwatorskie rozpoczęto dopiero w latach .70 XX wieku), a w kilku pomieszczeniach zaaranżowano wystawę muzealną. Znajduje się tu między innymi izba tortur, ale ja akurat nie lubię tego typu atrakcji.

Warto natomiast wejść na wieżę (jak zawsze), z której popodziwiać można zielone okolice zamku oraz Tatry na horyzoncie.

Kiedy już zabieramy się do drogi powrotnej, zagaduje nas pan sprzedający pamiątki przy zamkowym parkingu. Kupujemy u niego magnes na lodówkę z ryciną przedstawiającą zamek (kategoria pamiątek praktycznych). Mówi, że mało tu Polaków przyjeżdża i żeby zareklamować Zamek Spiski w Polsce. Chyba mogę uznać, że dotrzymałam słowa 😉

Zamek-Spiski
Mury zamku

Lewocza

Wracając do Popradu, zatrzymujemy się w Lewoczy. To miasto, które dziś wygląda trochę niepozornie, ma za sobą wieki ciekawej historii. W wiekach XVI i XVII było ważnym centrum reformacji, a w XIX wieku stało się ośrodkiem słowackiego ruchu narodowego. Z Lewoczą wiąże się historia powstania hymnu narodowego Słowacji.

Ratusz

Zabytkowe centrum otaczają mury obronne. Rynek zaś otacza ok 60 kamienic, które pozostały symbolem dawnego bogactwa miasta. Najważniejszym zabytkiem jest kościół św. Jakuba. To drugi co do wielkości kościół na Słowacji. Nie koniec rekordów – w środku znajduje się najwyższy na świecie ołtarz gotycki. Zaraz obok zobaczymy ratusz w stylu renesansowym, na którym uwagę przykuwają alegoryczne malowidła.

Na koniec spaceru po Lewoczy idziemy na obiad na haluszki z kofolą. Mniam!

Naprawdę warto sprawdzić, co słychać u naszych południowych sąsiadów. Na zachętę wrzucam jeszcze dwa językowe smaczki 🙂

 

Dojazd
Noclegi
Przejazdy

Przeczytaj również

  • Lubię takie zróżnicowane zwiedzanie. Wcale się Wam nie dziwię, że wstawaliście wcześnie. Szkoda tracić czasu, gdy pogoda dopisuje i jest się w fajnym miejscu.

  • Przepiękne miejsce i bardzo klimatyczne zdjęcia <3 Jak widać, nie trzeba jechać daleko, by znaleźć coś wartego uwagi!

  • Przepraszam, ale co to są haluszki?:D
    Piękne miejsce i bardzo fajna relacja. Ale z tą 7 rano to trochę przyszaleliście 😉

    • Haluszki to takie typowe, słowackie kluseczki. Gdybyśmy pojechali samochodem, to pewni moglibyśmy pospać do ósmej 😉 A tak to dostosowaliśmy się do lokalnej komunikacji. Odespaliśmy w domu 🙂