Siódmy cud

Konkrety – co? gdzie? jak?

Dolinki Krakowskie to jedno z moich ulubionych miejsc. Bywa, że jest to opcja last minute, kiedy po sobotnim lub niedzielnym leniuchowaniu, postanowimy gdzieś się wybrać. Gdzie można jednocześnie trafić na Chińskiego Maharadżę, Lajkonika i Dupę Słonia? Właśnie tu.

O ile mnie pamięć nie myli, jako pierwszą odwiedziłam Dolinę Kobylańską. Robi dobre pierwsze wrażenie: idąc od strony Kobylan, od razu wchodzimy na „rynek”, czyli szeroką polanę, na której toczy się turystyczne życie. Można tu znaleźć zadaszone miejsca do wypoczynku, miejsce na piknik, stojaki na rowery. Na skałach z daleka widać kolorowe plamy, czyli wspinaczy, którzy podobno szczególnie cenią sobie to miejsce. Nie należy się jednak zrażać, bo w porównaniu z oblężoną w słoneczny dzień Doliną Ojcowską nadal jest tu spokojnie jak w bibliotece.

dolina_kobylanska_widok

Najbardziej charakterystyczną skałą jest Żabi Koń. Uwagę przyciąga metalowy krzyż na szczycie i strome schody, które prowadzą do… w pewnym sensie do nieba. Może sami sprawdzicie.

Swoją nazwę skała zawdzięcza podobieństwu do tatrzańskiej turni o tym samym imieniu. Historia dolinek ściśle związana jest z historią polskiego taternictwa: to tu trenowali wspinacze, którzy zdobywali potem najtrudniejsze miejsca w Tatrach i nie tylko. Często nazywali tutejsze skały imionami ich górskich odpowiedników. Z Żabim Koniem łączy się także tragiczna historia: idąc dalej wgłąb doliny u dołu skały można zauważyć małą, metalową tabliczkę ku pamięci taternika, który zginął tu w 1983 roku.

zabi_kon_kobylanska

W dalszej części wąwóz jest już węższy. Cały spacer to około 4 kilometry i nie jest wymagający, chyba że wieczorową porą nie zastosuje się środka odstraszającego komary. Wtedy zamiast nóg męczą się ręce. Żółty szlak przez dolinę prowadzi częściowo wzdłuż potoku, a roślinność jest bujna, więc i leśna fauna ma się dobrze.

Wyprawa w dolinki to dobry pomysł o każdej porze roku. Mają swój urok na zielono, żółto-brązowo, a nawet biało-szaro. Do Kobylańskiej koniecznie wybiorę się w maju, bo pachnie wtedy szalonym, zielonym bzem (a czasem też psem).

W plebiscycie National Geographic Dolinki Krakowskie zostały uznane za jeden z cudów Polski. Chyba nie trzeba dłużej polecać?

IMG_20160515_175848235_HDR

_dolina_kobylanska_infografika